<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Rozmowy z dr K."> 
<author_1=Jan Kamyczek>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1953">
<month="6">
<date=1953-06-14>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Wieczr stawa si coraz gbszy. Ulice powoli pustoszay, tramwaje przejeday coraz rzadziej, a my wracalimy powoli z pierwszej wiosennej przechadzki. wiee powietrze, zapach kwiatw, lekki wieczorny wiatr, wszystko to zmczyo nas nieco. Ale najbardziej daway nam si we znaki gowy. Rozbolay. A co najdziwniejsze kadego inaczej.
Pierwsza napotkana apteka bya ju zamknita. Powleklimy si przez miasto dalej w poszukiwaniu apteki majcej dyur. Ktokolwiek chocia raz w yciu odczuwa bl gowy, wie jak mczca jest taka wdrwka. Ale nic. Doszlimy. W owietlonym wntrzu migotaa biel fartucha posta sympatycznej farmaceutki.
 Dobry wieczr.
 Dobry wieczr.
 Poprosimy o proszki przeciw blowi gowy.
 Ile?
 Tyle ilu nas jest.
Magister wprawnym okiem przeliczya nas i podaa nam odnon ilo specyfiku.
 Czy mona skonsumowa na miejscu?
 Oczywicie. Tam s szklanki i woda.
W tym momencie otworzyy si nagle drzwi. Obok nas przemkna w kierunku kontuaru jaka nerwowa posta.
 Proszek, ale szybko!  rozlego si woanie.
By to gos doktora K. On sam chwyci podany mu proszek, wysypa na jzyk, wyrwa ktremu z nas szklank z wod i popi. Szereg tych czynnoci zakoczyo bolesne westchnienie:
 Och!
Wtedy dopiero pozwolilimy sobie powiedzie:
 Uszanowanie panu doktorowi.
 Ach, to panowie! Oooch!
 Co si panu stao?
 Gowa!
 Boli?
 Boli! Ooooch!
 Nas te. Wie pan doktr przynajmniej z czego pana rozbolaa?
 Teoretycznie wiem...
 Suchamy.
 Ooooch, aaach, oooch! Kt nie wie co to znaczy bl gowy?
Potaknlimy ze zrozumieniem.
 Kady odczuwa go w rozmaity sposb  mwi z wysikiem doktr K. Jednego boli nad czoem, drugiego boli caa gowa, jeszcze innego tylko poowa gowy, jakby, oooch, noem rozci gow na dwie czci, bolc i cakiem zdrow.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
